Fakt, który okrutnie mnie denerwuje
15 Lipiec 2011
Tym wpisem podejmę polemikę z autorem wpisu AA – błędy? na stronie problems.com.pl Znalazłem go dzięki regularnemu przeglądaniu bloga Alkoholizm i reszta świata.
Postanowiłem zrobić w oddzielnym wpisie na własnym blogu, ponieważ spodziewam się dłuższej treści, godnej własnego miejsca w sieci, bardziej niż w komentarzu. Mam nadzieje się nie mylić i zarazem, mam nadzieję, że będzie to zrozumiane przez wspomnianych wcześniej internetowych komentatorów rzeczywistości alkoholików, zwłaszcza autora treści, do których się odniosę.
Przyjęta forma pracy AA w żaden sposób nie ogranicza szerszych działań związanych ze współpracą z innymi rodzajami pomocy alkoholikom. To raczej postawa samych alkoholików, uczestników AA, spowodowała, że takiej współpracy nie ma. Z tego co się orientuję, u źródła AA, w Stanach, ale i w innych krajach, taka współpraca kwitnie i ma się świetnie. Wspomniane Tradycje nie mają za zadanie ograniczać, a jedynie wskazują na istotę działalności, rozdzielając ją od osobistych profitów, cokolwiek tym profitem miałoby być.
W naszym kraju więcej złego uczynił ówczesny system polityczny, niż wola, czy umiejętności ludzi. To właśnie w latach (jeszcze) 70 i 80 (przede wszystkim) rozwijały się najlepsze sposoby pomagania. Alkoholicy z 20paro letnim i 30 letnim “stażem abstynencji” wielokrotnie wspominają rolę lekarzy, którzy im pomagali jako najważniejszą. Często byli to właśnie inspiratorzy wprowadzania 12 Kroków jako recepty na dalsze życie.
Łatwo sobie wyobrazić jak byli traktowani ludzie, którzy z jakimiś przedrukami z amerykańskich pism, byli traktowani przez tamtejszą władzę. Warto sobie zdać z tego sprawę, jak istotną rolę spełnili Ci ludzie w krzewieniu 12 Kroków i idei AA na naszym gruncie. Nie może nas być jedynie stać na wyrażanie pretensji do lokalnych kolporterów literatury AA, bo nie byłoby jej wcale bez tamtego poświęcenia lub byłaby rozpowszechniana w jakiejś komercyjnej formie. Mam nadzieję, że ta dygresja nie będzie odebrana jako forma ataku w podjętym tu dialogu :-) a jedynie jako rodzaj oddania hołdu tamtym pokoleniom alkoholików, dzięki którym mogę się dzisiaj tak oto mądrować ;-)
Trzeźwiejący alkoholicy tamtych czasów raczej dali się wpuścić w kluby abstynenckie niż tworzyli je z własnej inicjatywy. Z pewnością miało to znamiona dobrej woli i chęci pomagania. W to nie wątpię. Twierdzę tylko, że ówczesne władze chciały zadbać o to, żeby żadne idee, mające coś wspólnego z kształtowaniem charakterów, mogły się rozwijać swobodnie i bez kontroli. A już na pewno nic amerykańskiego nie prawa pozostać tu bez szykany. Alkoholicy pełni dobrej wiary i na fali euforii, jaka towarzyszy zmianie życiowej dotyczącej uwolnienia z uzależnienia, po prostu okazali się, moim zdaniem, łatwym narzędziem do zepsucia tego co im najlepiej pomagało. Nie bez powodu w naszym kraju pytano nowicjuszy na mityngach o to czy są alkoholikami i czy na pewno mają problem z alkoholem. Nigdzie indziej takiego procederu nie ma, a gdyby był dobry, przyjąłby się na całym świecie.
Mam nadzieję, że moje zdanie będzie tu traktowane jedynie tylko jako poszerzenie perspektywy, a nie próba ataku. Powtarzam te słowa, ponieważ zdaje sobie sprawę, że dotykam dość delikatnej materii, jednocześnie zdając sobie sprawę, że nie jestem wyrocznią ;-) To po prostu moje spojrzenie na tą samą sprawę, która inaczej jest opisana w tekście, do którego się odnoszę.
Być może to prawda, że wynajmowanie przez grupy AA lokali do swoich spotkań w innych instytucjach pomocy alkoholikom i przy kościołach spowodowało, czy przyczyniło się do zamieszania z tym co jest, a co nie jest AA. Tu właśnie należałoby podkreślić znaczenie anonimowości w AA. Jak podkreślał Bill Wilson, pomysłodawca i współzałożyciel AA, autor 12 Kroków i książki Anonimowi Alkoholicy, od której tytułu, wzięły nazwę pionierskie grupy trzeźwiejących alkoholików, anonimowość może w początkowym okresie chronić osobę, ale zasadniczym jej znaczeniem ma być świadomość, którą można skrótem opisać “to nie ja jestem AA – AA to nie ja”. AA to coś więcej, nawet Bill to zrozumiał na pewnym etapie rozwoju tej wspólnoty. W naszym kraju pojęcie anonimowości zdominowały nasze narodowe tradycje podziemne. Już po 17 latach działalności wspólnoty Bill opisywał o co chodzi z anonimowością w swojej kolejnej książce, przyjętej przez AA: “12 Kroków i 12 Tradycji”. Warto tez sięgnąć do lektury “Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, w której można znaleźć opis zaplecza aowskiego, że tak to nazwę, na bazie którego powstała książka “12 & 12″.
Wielokrotnie słyszałem zdanie, że amerykańska rzeczywistość odbiega od naszej i wiele rzeczy się nie sprawdzi u nas, musimy sobie sami wypracować mechanizmy funkcjonowania grupa AA. No i chyba najlepiej ilustrującym to zjawisko jest zanik i obumieranie sponsorowania, czyli pracy na 12 Krokach z mentorem, który już spełnia warunki pomagania nowicjuszom. Nie jesteśmy inaczej skonstruowani niż amerykanie. Opis alkoholizmu obowiązuje taki sam w obu krajach i na obu kontynentach. Podobnie z leczeniem. Sprawdzają się dokładnie te same metody. Nie ma sensu więc wywarzać otwartych drzwi i uczyć się wszystkiego od nowa. Można spokojnie sięgać do doświadczeń amerykańskich, dotyczących działalności AA i przenosić je na własny grunt. Na pewno się sprawdzą.
To nasz, aowców, interes, byśmy nie byli myleni z innymi formami pomocy w alkoholizmie. Byśmy mieli swój wyraźny charakter na tym tle. A jest z czego być dumnym. Nadal, mimo lat pracy i wysiłków, nie ma skuteczniej pomocy.
Jakimś cudem w Stanach grupy AA nie tylko wynajmują lokale do swoich działań, również poza jedynie mityngiem, ale i są właścicielami takich lokali. I nie są to klitki, w których spotyka się kilka czy kilkanaście osób, ale budynki.
Odniosę się również do uczestnictwa w spotkaniach, ale i każdej innej formie działalności AA. Nigdzie nie jest napisane kto może, a kto nie może być na mityngu. Jedyne ograniczenie dotyczy prowadzenia takich działań. Mówi się tu o tym, że powinien to być “członek AA”. Rzecz jasna, nieporozumieniem jest interpretacja, że skoro ma członków, to musi być to organizacja. Najkrócej można to opisać, że AA nie jest organizacją, ale jest świetnie zorganizowane w swojej działalności. Praktycznie każdy przychodzi na gotowe i może kontynuować dzieło dalej. Ów “członek AA” to taka właśnie osoba, która kontynuuje, która jest świadoma co, jak i gdzie, kiedy i po co. Kto jest członkiem AA? Jak mówi mądrość AA, członkiem AA jest ten, kto mówi, że nim jest. Uczestnikiem danej grupy AA jest ten, kto mówi, że nim jest i kto w niej działa, a przynajmniej regularnie uczestniczy w jej spotkaniach.
Podział na mityngi otwarte i zamknięte polega na tym, że uczestniczą w nich, nie mylić z przebywają, odpowiednio sympatycy programu zdrowienia z alkoholizmu, sugerowanego przez AA, czyli 12 Kroków, a w zamkniętych jedynie owi “członkowie AA”. Na czym to uczestnictwo polega, to już ustala dana grupa. W “Refleksjach AA dla AA” można przeczytać opowieść alkoholika, który zintegrował się z alkoholikami spotykanymi na mityngu podczas jakichś prac porządkowych. Świetnie do tego służą wszelkiego rodzaju zloty radości, ale i zabawy, które przejęły inne formy działalności na rzecz pomagania alkoholikom. Warsztaty już może mniej, ale kto wie…
Osobiście twierdzę, że nasze mityngi otwarte są bardziej zamknięte, niż zamknięte w Stanach, ale znam ich realia z literatury, scen w filmach itp. Nigdy tam nie byłem. Trochę też słuchałem tych, którzy tam byli.
Utarło się u nas twierdzenie, że trzeba sprawdzać kto jest na mityngu, bo może siedzieć jakiś reporter i potem opisze co tutaj słyszał. A kto by usłyszał o AA, gdyby nie dziennikarze? Każdy kto zagłębił się w AA powyżej niezbędnego minimum pewnie wie o Jack’u Aleksandrze. To dzięki jego artykułowi, pierwszemu na temat AA, dowiedziano się w Stanach o tym fenomenie. Zawsze można powiedzieć, że skoro Bóg potrzebował AA, to przecież znalazłby drogę do szerzenia tej idei. Ale z faktami się nie dyskutuje.
O dobrowolności dyskutować nie trzeba. AA to ostania deska ratunku, z której w pełni korzystają tylko Ci, którym na ostatnich nogach udało się uratować swoje życie. Reszta dyskutuje, podważa i próbuje zmieniać, ponieważ wydaje im się, że alkoholizm to zabawa w pijanego zajączka, że chodzi o samopoczucie i miejsce na tym czasem dziwnym świecie. Dla nich podporządkowanie się do zaistniałej rzeczywistości jeszcze daleko w przedzie i pozostaje tylko im życzyć, by ten przełom miał szansę zaistnieć jeszcze za życia.
Mam nadzieję, że ten przydługi tekst nie był zbyt długi, a jego treść na tyle atrakcyjna by czytać te końcowe słowa. Dziękuję za cierpliwość :-)
