Bóg i AA

19 Grudzień 2011


Zanim zaczniemy cokolwiek rozważać w tym temacie, należy pamiętać i bezwarunkowo przyjąć, że gdyby nie Bóg, nie byłoby AA. Możliwość przywracania zdrowia alkoholikom byłaby dana naukowcom. Zapraszam do lektury tekstu pt.: “Bóg przemawia do Anonimowych Alkoholików“. Jeżeli ktoś nie wierzy w Boga, niech przyjmie ten tekst na tej samej zasadzie, jak “zrobił” Krok Trzeci.

Przed świętami narasta dyskusja, którą ująłbym krótko: ile Boga może być w AA. Tu AA rozumiane jako Wspólnota, nie poszczególny człowiek.

Jak wiadomo z Wielkiej Księgi (Anonimowi Alkoholicy): “…musimy dojść do przekonania, że błędne jest opieranie życia na naszej własnej woli. Nawet przy najlepszych chęciach znajdziemy się bowiem nieuchronnie na kursie kolizyjnym z inną istotą ludzką lub z losem. Większość ludzi usiłuje żyć na własny rachunek, bez niczyjej pomocy. Taki człowiek zachowuje sie jak aktor, który usiłuje zaaranżować całe przedstawienie na swój sposób – zarówno światła, balet, scenografię, jak i resztę artystów. Gdyby tylko owe wysiłki zmaterializowały się…” (str.51)

Procesem zdrowienia, według sugestii AA jest rozwój duchowy: “Mając taki punkt oparcia coraz mniej uwagi poświęcaliśmy sobie, swoim małym planom i projektom. Znacznie bardziej skupiliśmy się na naszym wkładzie dla ogólnego dobra. W miarę jak odczuwaliśmy nową, napełniającą nas siłę, w miarę jak czerpaliśmy zadowolenie ze spokoju ducha i odkrywaliśmy, że możemy stawić czoło życiu w świecie wypełnionym Jego obecnością, nagle pozbyliśmy się strachu przed dniem dzisiejszym, jutrzejszym i wszystkimi następnymi. Odrodziliśmy się na nowo.” (str.53)

Jeżeli przyjmiemy, że prawdą jest co mądrość AA sugeruje na nasz własny temat: “Alkoholika można porównać do huraganu, niszczącego życie innych ludzi. Łamie serca, burzy stosunki rodzinne, rujnuje uczucia. Jego bezwzględne, samolubne nawyki niszczą ognisko domowe. Dlatego sądzimy, że człowiek, który uważa iż tylko wystarczy nie pić nie przemyślał wszystkiego.” (str.71)

I wróćmy do stron 52-53: “Egoizm, egocentryzm, koncentracja na samym sobie!… To właśnie jest, jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów. Powodowani tysięcznymi lękami, fałszywymi wyobrażeniami, róznymi odmianami samolubstwa i rozczulania się nad sobą krzywdzimy innych ludzi, a oni odpłacają nam tym samym. Czasami wydaje się, że ludzie ranią nas bez powodu, bez żadnej prowokacji z naszej strony. Niezmiennie jednak doszukujemy się wydarzenia w przeszłości, które upoważniło tego kogoś do wyrządzenia nam przykrości.
A więc nasze kłopoty, jak stwierdzamy, w zasadzie pochodzą od nas samych. Powstają w nas. Alkoholik jest krańcowym przykładem upartego szaleńca, choć zwykle on sam tak o sobie nie myśli. A więc my, alkoholicy musimy przede wszystkim wyzbyć się egoizmu. Musimy tego dokonać za wszelką cenę, gdyż inaczej egoizm zabije nas.

W tym świetle widać, że trzeźwość stawia warunki alkoholikowi, nie alkoholik trzeźwości. Alkoholik, który poprzestaje na uginaniu rzeczywistości pod siebie nie będzie trzeźwym. Życie takiego alkoholika, poza kilkoma bardziej lub mniej przypadkowymi chwilami, będzie cechowała rozpierducha i gołosłowie.

Wielu ludzi burzy się, że organizuje się podczas mityngu dzielenie opłatkiem. To faktycznie dyskusyjna sprawa. Wynika ona bardziej z tego, że grupa alkoholików spotyka się tylko jako grupa AA, nie mając pomysłu na inny charakter spotkań, nawet w tym samym miejscu. Wprawdzie wkrada się coś takiego jak dzielenie opłatkiem przed mityngiem, w czasie przerwy, lub przez kilka chwil po właściwym mityngu. Ale czytamy na tych spotkaniach, właściwych mityngach, “Refleksje AA dla AA“, w których często przedstawiane są sytuacje, gdzie grupa aowców spotyka się i w innych uwarunkowaniach. Jednocześnie warto pamiętać, że książeczka medytacyjna “24 godziny” nie należy do kanonu literatury AA, a tam są odniesienia do religijnych zachowań.

Jedną z podstawowych zasad AA, jest zdobyte na doświadczeniu “Grup Oxfordzkich”  nie łączenie AA z różnymi sytuacjami życiowymi, związanymi z alkoholizmem, przeciwdziałaniem, profilaktyką, jak i sprzedażą alkoholu. Owe grupy “rozłożyły” się na łączeniu z polityką. Osobiste doświadczenia Billa W. pomogło zrozumieć dlaczego własne ambicje poszczególnych członków Wspólnoty AA jest dla niej szkodliwe.

Inaczej pisząc – wszystko już było. W AA również, a jeśli jeszcze nie było wróć do góry, do fragmentu z Wielkiej Księgi ze strony 51. Wystarczy sięgnąć do mądrości AA płynącej z doświadczenia. To, przede wszystkim, lęk powoduje, że staramy się unikać trudnych sytuacji. Unikanie nowych sytuacji powoduje ograniczenia, a ograniczenia nie pozwalają nam przeżywać pełni tego, z czym moglibyśmy mieć do czynienia.

Wyobrażam sobie sytuację, że przychodzę na spotkanie AA grupy, do której zachodzę dwa razy do roku. Niewiele wiem co tam się dzieje, ale znam ogólnie przyjęte zasady. I na takim mityngu dzieje się coś co mi osobiście nie podchodzi pod te ogólne zasady. Jako egocentryk, mogę być pewien, że ogóle zasady przyjąłem tak, jak mi pasuje. A tu grupa ludzi, trzeźwych, samodecydujących o sobie robi coś wbrew temu co JA sobie umyśliłem. Jest konflikt? Jest. Kto go chciał?

Zasłanianie się zasadami jest tylko zasłanianiem się. W AA nie ma mądrzejszych i głupszych, są tacy, którzy coś robią i tacy, którzy nie robią. A podstawową zasadą jaką mamy przyjąć jest przestać kłapać jęzorem, a wziąć się do roboty. Jeżeli grupa faktycznie popełnia poważny błąd, mogący mieć wpływ na wizerunek całego AA, niekoniecznie jakiejś wybranej innej grupy, to jedyne co można zrobić, to zacząć w niej uczestniczyć regularnie i bez “reżyserowania” wpłynąć na zmiany. Tego nie robi się paluszkiem i rugowaniem, ale przykładem. A to już wyzwanie przerastające “reżyserów”.

Czyli najpierw stań się trzeźwy, a potem pomagaj trzeźwość osiągać innym, nie odwrotnie.

Jest jeszcze jedno rozwiązanie. Najwięcej grup powstało własnie wskutek niedociągnięć w innych. Skoro inni nie potrafią tego robić właściwie, załóż grupę, gdzie wszystko będzie naprawdę ok.

Na stronie 76 jest recepta na nasze kłopoty. Zapewne i te związane z innymi alkoholikami. Przeczytajmy: “Każdego dnia wielokrotnie powtarzając z pokorą: “Bądź wola Twoja”, uświadamiamy sobie nieustannie, że to nie my jesteśmy reżyserami przedstawienia. W ten sposób zmniejszamy groźbę rozdrażnienia, strachu, złości, zamartwiania się, rozczulania się nad sobą bądź podejmowania pochopnych decyzji. Stajemy się efektywni. Nie męczymy się tak szybko jak niegdyś, gdy trwoniliśmy bezmyślnie energię, próbując aranżować życie według naszych zachcianek“.

About these ads

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: