Warunki odzyskiwania trzeźwości w sytuacji choroby alkoholowej

9 grudnia 2009


Tekst pochodzi z biblioteki serwisu opoka.org.pl


Ks. Marek Dziewiecki

Warunki odzyskiwania trzeźwości w sytuacji choroby alkoholowej

Uzależnienie od alkoholu staje się chorobą śmiertelną, jeśli osoba, która nadużywa alkoholu, nie zmieni swego zachowania, czyli nie zaprzestanie picia. Jest zatem dosłownie kwestią życia lub śmierci pomaganie alkoholikom, by przezwyciężali swoją chorobę. Nie wystarczy tu oczywiście sama dobra wola osób pomagających czy ludzi uzależnionych. Konieczne jest określenie konkretnych warunków, których spełnienie umożliwia powrót do trwałej trzeźwości w sytuacji choroby alkoholowej. Ustalenie tych warunków wymaga precyzyjnej znajomości genezy nadużywania alkoholu, mechanizmów uzależnienia oraz wszystkich konsekwencji choroby. Kompleksowe i adekwatne rozumienie całokształtu sytuacji człowieka uzależnionego od alkoholu nie jest rzeczą łatwą nawet dla specjalistów i terapeutów o dużym doświadczeniu w tej dziedzinie. Nie jest ono tym bardziej łatwe dla samych zainteresowanych, czyli dla osób z chorobą alkoholową oraz dla ich najbliższego otoczenia. Gdy pyta się ludzi, którzy zaczynają rozpoznawać destrukcyjną obecność alkoholu w ich życiu, o to co według nich samych stanowi ich główny problem, to prawie wszyscy odpowiadają, że problemem tym jest oczywiście nadużywanie alkoholu ze wszystkimi konsekwencjami. Taka odpowiedź wydaje się na pierwszy rzut oka logiczna i słuszna. Jak jednak wynika z poprzednich analiz, tego rodzaju odpowiedź nie uwzględnia jednak całej złożoności problemu.

W swej istocie bowiem nadużywanie alkoholu okazuje się nie tyle pierwotnym problemem, co raczej błędną próbą rozwiązywania wcześniejszych problemów. Próba ta polega na dążeniu do unikania świadomego kontaktu z własną sytuacją emocjonalną i egzystencjalną, a zwłaszcza z emocjami bolesnymi. Ich uświadomienie sobie oznaczałoby bowiem zwykle potrzebę podjęcia trudu, by zmienić coś istotnego i trudnego we własnym świecie wewnętrznym lub w kontaktach z zewnętrznym środowiskiem. W swoim ostatecznym znaczeniu choroba alkoholowa jest więc konsekwencją błędnej próby rozwiązywania własnych trudności życiowych przez daną osobę. Nadużywanie alkoholu oraz pojawienie się choroby alkoholowej zmienia jednak radykalnie położenie tej osoby. Człowiek uzależniony stoi odtąd w obliczu nie jednego, lecz dwóch istotnych problemów. Z jednej strony znajduje się w obliczu negatywnej, kryzysowej sytuacji życiowej, sygnalizowanej zwykle w sposób bardzo dokuczliwy przez bolesne stany emocjonalne. Z drugiej strony stoi przed zadaniem radzenia sobie z mechanizmami i wszelkimi konsekwencjami choroby alkoholowej, co drastycznie pogarsza jeszcze jego wcześniejsze położenie.

Powrót do trwałej trzeźwości staje się więc możliwy tylko wtedy, gdy nastąpi przezwyciężenie obu problemów. Konieczne jest zatem zarówno likwidowanie skutków nadużywania alkoholu (mechanizmy choroby alkoholowej) jak i jego ostatecznych przyczyn ( sygnalizowane przez bolesne stany emocjonalne trudności z samym sobą i z własnym życiem, których uzależniony nie próbował czy nie był dotąd w stanie rozwiązać). Analogią ilustrującą tę sytuację może być las, w którym pojawił się pożar, gdyż w lesie tym uruchomiono linię kolejową z wadliwą instalacją elektryczną. Powoduje to obfite iskrzenie przy każdorazowym przejeździe pociągu. Aby w tej sytuacji uratować las, nie wystarczy jedynie gaszenie pożaru (konsekwencja wadliwej instalacji) ani też jedynie naprawa instalacji (przyczyna pożaru). W pierwszym wypadku nastąpią bowiem kolejne pożary, a w drugim pożar trwać będzie tak długo, aż zupełnie zniszczy cały las. Uratowanie lasu jest więc możliwe tylko wtedy, gdy jednocześnie spełni się dwa warunki: ugasi się aktualny pożar oraz zreperuje instalację elektryczną trakcji kolejowej. Podobnie w sytuacji choroby alkoholowej warunkiem odzyskania trwałej trzeźwości jest podjęcie całkowitej abstynencji do końca życia, a jednocześnie uczenie się dojrzałej filozofii życia, która umożliwi skuteczne rozwiązywanie przeżywanych problemów bez „pomocy” alkoholu.

Powrót do trzeźwości stawia zatem alkoholikowi bardzo trudne i wymagające warunki. Warunki te stają się oczywiście tym trudniejsze im bardziej zaawansowana jest faza choroby alkoholowej, w której znalazł się dany człowiek. Ze względu na opisane wcześniej mechanizmy choroby alkoholowej, zwłaszcza ze względu na system iluzji i zaprzeczeń, osoba uzależniona raczej w nielicznych, wyjątkowych tylko przypadkach potrafi sama dostrzec swój problem i poszukać pomocy u specjalistów. Z tego względu optymalna szansa na powrót osoby uzależnionej do trzeźwego życia pojawia się wtedy, gdy najbliższe środowisko potrafi w sposób kompetentny i stanowczy reagować na jej błędną postawę wobec alkoholu i to już we wczesnych stadiach wchodzenia w uzależnienie. Im wcześniejsza i bardziej stanowcza jest reakcja rodziny i innych ludzi z otoczenia alkoholika, tym większą ma on szansę na zmianę filozofii życia i na podjęcie trwałej abstynencji. Reagowanie na nadużywanie alkoholu w sposób stanowczy i kompetentny jest możliwe tylko wtedy, gdy osoby z otoczenia alkoholika zdają sobie sprawę, że nawet jednorazowe nadużycie alkoholu przez danego człowieka nie jest zachowaniem przypadkowym, lecz stanowi poważny sygnał alarmowy, który powinien spowodować odpowiednią reakcję u ludzi z najbliższego otoczenia.

Tego typu reakcja powinna mieć najpierw charakter stanowczej, ale jednocześnie przyjacielskiej uwagi, wyrażonej w sposób życzliwy, bez odwoływania się do osądów czy agresywności, gdyż w przeciwnym wypadku osoba nadużywająca alkoholu będzie przyjmowała postawę obronną i agresywną. Prawidłowa reakcja może polegać np. na stwierdzeniu typu: „zauważyłem, że wczoraj wypiłeś sześć kieliszków alkoholu. Zdarzyło ci się to już drugi raz w ostatnich kilku miesiącach. Jestem zaniepokojony o ciebie i zastanawiam się czy mógłbym ci w jakiś sposób pomóc.” Tego typu reakcja jest rodzajem sugestywnego przesłania, o którym niełatwo będzie zainteresowanemu zapomnieć i które utrudnia mu ignorowanie czy lekceważenie rodzącego się problemu. Jeśli mimo to zdarzają się kolejne epizody nadużywania alkoholu, to najbliższe środowisko powinno tak postępować, by pijący ponosił wszelkie negatywne konsekwencje swego zachowania. Jeśli i to nie pomaga, to koniecznie trzeba zwrócić się do osób mogących udzielić pomocy profesjonalnej. Podjęcie samotnej walki oznacza bowiem zwykle porażkę interweniującego. Natomiast stanowcza postawa ludzi z najbliższego otoczenia, oparta na wskazaniach specjalistów stwarza szansę, by człowiek nadużywający alkoholu uznał swój problem i by zmienił swoje zachowanie w tej dziedzinie. Nie można natomiast nigdy liczyć na to, iż zaprzestanie on picia alkoholu z własnej inicjatywy.

W polskich warunkach bardzo rzadko mamy do czynienia z właściwą reakcją na pierwsze przejawy nadużywania alkoholu przez daną osobę. Zwykle przez wiele lat nadużywanie alkoholu jest po prostu tolerowane. Dzieje się tak głównie dlatego, że większość Polaków styka się na co dzień z osobami, które nadużywają alkoholu, a kilka milionów ludzi w naszym kraju żyje w bliskim kontakcie z alkoholikami. Osoby te „przyzwyczajają się” do takiej sytuacji i zwykle zaczynają reagować dopiero wtedy, gdy problem alkoholowy wchodzi już w dramatyczną fazę. Z tego względu tym bardziej należy promować pozytywne wzorce w tej dziedzinie. Oto jeden z konkretnych przykładów. Parę lat temu poprosiła mnie o rozmowę dwudziestokilkuletnia kobieta. Wyjaśniła, że dwa lata wcześniej poznała dwudziestosześcioletniego mężczyznę, z którym się zaprzyjaźniła, a kilka miesięcy temu zawarła z nim oficjalne zaręczyny. Obecnie zaczyna jednak podejrzewać, że jej narzeczony ma problem z alkoholem. Otóż na początku ich znajomości przy okazji jakiegoś spotkania rodzinnego człowiek ten nadużył alkoholu. Przy następnym spotkaniu ona powiedziała mu stanowczo, że nie interesuje ją znajomość z kimś, kto się upija. Wtedy on uroczyście przyrzekł, że to się już nigdy nie powtórzy i odtąd w ogóle nie pił alkoholu. Ku jej zdumieniu kilka dni temu znowu zaczął sięgać po alkohol przy jakimś spotkaniu w gronie znajomych i znowu — jak przed dwoma laty — upił się. Potwierdziłem, że w tej sytuacji jej niepokoje są uzasadnione i zaproponowałem, że osobiście porozmawiam z jej narzeczonym. W początkowej fazie naszej rozmowy ów mężczyzna próbował bagatelizować sprawę, ale gdy zorientował się, że znam mechanizmy choroby alkoholowej, przyznał, że rzeczywiście ma problem z alkoholem, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat upił się kilka razy, chociaż nie wiedziała o tym jego narzeczona, że w przeszłości zdarzały mu się już ciągi picia i że kilka lat temu przez pewien czas chodził na spotkania Anonimowych Alkoholików. Ustaliliśmy, że powie o tym wszystkim swojej narzeczonej i że znowu zacznie chodzić na spotkania AA. Obecnie człowiek ten ma już prawie trzy lata abstynencji i w tym roku ma pobrać się ze swoją narzeczoną. Gdyby w tak stanowczy i wczesny sposób reagowali w Polsce wszyscy ludzie na pierwsze epizody nadużywania alkoholu przez daną osobę, ilość problemów alkoholowych zmniejszyłaby się w naszym kraju w sposób zasadniczy. Niestety tego typu stanowcze i wczesne interwencje nadal należą do rzadkości, a powszechne tolerowanie nadużywania alkoholu powoduje, że kolejni ludzie wchodzą na drogę uzależnienia.

Jeśli w danym przypadku nie udało się wystarczająco wcześnie interweniować lub interwencje okazały się nieskuteczne i pojawiła się choroba alkoholowa, to teraz nie wystarczy już dyskusja z uzależnionym, gdyż jego postawa wobec alkoholu wymknęła się już spod jego świadomej kontroli. Konieczna staje się wtedy pomoc terapeutyczna i włączenie się osoby uzależnionej do którejś z grup samopomocy (Anonimowi Alkoholicy lub Kluby Abstynenta). Jednak sam uzależniony nie zrobi zwykle pierwszego kroku w tym kierunku. Stąd wstępnym warunkiem jego powrotu do trzeźwości jest adekwatna postawa najbliższego środowiska. Taka postawa w żadnym wypadku nie jest czymś łatwym czy spontanicznym. Przeciwnie, w większości przypadków ludzie z najbliższego otoczenia alkoholika nie rozumieją mechanizmów tej choroby i nie zdają sobie sprawy z tego, co dzieje się w psychice człowieka uzależnionego. Ponadto dają się zwykle manipulować przez chorego, który okazuje się zwykle „mistrzem” w manipulowaniu swoim najbliższym otoczeniem według strategii: ja piję a wy ponosicie wszelkie bolesne konsekwencje. Uzależniony potrafi w rodzinie, w miejscu pracy czy wśród kolegów znaleźć grupę ludzi, którzy mu mimowolnie i nieświadomie ułatwiają kontynuowanie picia. Nawet te osoby, które bardzo pragną, by przestał pić, przez długi nieraz okres chronią pijącego, nie widząc alternatywnych zachowań lub żywiąc nadzieję, iż chory doceni ich „dobroć” i zaprzestanie picia. Są to z reguły iluzoryczne nadzieje, gdyż szansa na zaprzestanie picia pojawia się dopiero wtedy, gdy uzależniony w coraz większym stopniu zacznie cierpieć i ponosić konsekwencje swoich zachowań, czyli doświadczy spiętrzenia problemów, np. w postaci zwolnienia z pracy, odejścia najbliższych osób, popadnięcia w długi, itp.

Adekwatna postawa wobec uzależnionego polega więc na konsekwentnym stosowaniu zasady: ty pijesz, ty ponosisz konsekwencje. W praktyce jest oczywiście bardzo trudno zachować taką postawę, np. przestać prać zabrudzoną odzież uzależnionego, nie ukrywać faktu choroby, nie załatwiać fałszywych zwolnień lekarskich, nie pożyczać pieniędzy, pozostawiać samemu uzależnionemu wszystkie problemy związane z jego piciem. Wielu osobom taka postawa wydaje się w pierwszej chwili okrutna i bezduszna, ale w sytuacji choroby alkoholowej jest to jedyna forma dojrzałej miłości, która stwarza uzależnionemu szansę na podjęcie leczenia: jeśli ty będziesz pił, a ja będę ponosił tego konsekwencje, to ty będziesz pił, aż umrzesz, a ja nie chcę twojej śmierci. Z tego względu od dziś przestaję cię chronić przed konsekwencjami twojego picia. Wolę żebyś cierpiał, niż żebyś umarł.

Opisana tutaj zmiana zachowania najbliższego środowiska alkoholika nie jest czymś spontanicznym. Co więcej, z reguły jest ona niemożliwa, dopóki rodzina pozostaje w izolacji i ukrywa się ze swoim problemem przed środowiskiem zewnętrznym. Postulowana zmiana wymaga więc zewnętrznej pomocy osób, które mogą precyzyjnie wytłumaczyć zasady postępowania wobec chorego oraz pomogą w opracowaniu konkretnych strategii, dostosowanych do danej sytuacji. W praktyce zakłada to kontakt np. współmałżonka osoby uzależnionej z instytucjami udzielającymi profesjonalnej pomocy (np. poradnie przeciwalkoholowe) lub z ruchami samopomocy (Kluby Abstynenta czy grupy Al-Anon, które przeznaczone są dla rodzin osób uzależnionych). Pierwszym zatem warunkiem, otwierającym uzależnionemu szansę na powrót do życia trzeźwego, jest wyjście z izolacji jego najbliższego otoczenia i nauczenie się stanowczej i kompetentnej postawy wobec chorego, którą trzeźwi alkoholicy nazywają „twardą miłością”. Im wcześniej to nastąpi, tym większe jest prawdopodobieństwo, iż osoba uzależniona uzna swój problem i że przyjmie specjalistyczną pomoc. W polskich warunkach oznacza to zwykle zgodę na terapię alkoholową i/lub włączenie się w jakiś ruch samopomocy. Doświadczenie ostatnich dziesięcioleci potwierdza w sposób niezbity, iż największą szansę na trwałą trzeźwość mają te osoby, które najpierw skorzystają z profesjonalnej terapii uzależnień, a następnie w sposób stały i regularny uczestniczą w spotkaniach wymienionych wyżej grup samopomocy.

Terapia profesjonalna trwa z reguły około sześciu tygodni i jest głównie skoncentrowana na pomaganiu osobie uzależnionej w demaskowaniu i precyzyjnym poznawaniu mechanizmów choroby alkoholowej. Daje to choremu szansę nabycia kompetencji w panowaniu nad tymi mechanizmami. Chodzi tu o pełne rozpoznanie własnej sytuacji psychicznej (uzależnienie emocjonalne od alkoholu, system iluzji i zaprzeczeń, ekstremalne skoki w sposobie widzenia i przeżywania siebie) i fizycznej (uznanie niezdolności do kontrolowanego picia, uczenie się wczesnego rozpoznawania sygnałów nawrotu picia, itp.). Bez tego bowiem nie będzie możliwe wejście na drogę trwałej trzeźwości. Terapia profesjonalna jest więc tą fazą, która koncentruje się przede wszystkim na samej chorobie alkoholowej i na jej mechanizmach oraz uczy nowych kompetencji w stosunku do własnych emocji. W mniejszym natomiast stopniu odnosi się do całościowej sytuacji egzystencjalnej osoby uzależnionej. Z tego powodu stanowi bardzo istotny, ale jeszcze nie wystarczający warunek odzyskiwania trwałej trzeźwości.

Powrót do trzeźwego życia w sytuacji choroby alkoholowej nie jest bowiem kwestią jednorazowej terapii, lecz procesem trwającym w pewnych aspektach do końca życia. Istotą tego procesu jest taka przemiana własnej sytuacji egzystencjalnej oraz dotychczasowej filozofii życia, by uzależniony powstrzymywał się od sięgania po alkohol już nie ze strachu, iż nie potrafi pić w sposób kontrolowany lecz dlatego, iż umie już radzić sobie na trzeźwo ze swoimi emocjami i ze swoją sytuacją życiową. Alkoholik trzeźwy to ktoś, kto całkowicie zaprzestał picia alkoholu nie dlatego, że nie wolno mu pić czy że boi się pić, lecz dlatego, że już nie potrzebuje „pomocy” alkoholu, gdyż radzi sobie z własnym życiem mocą własnej świadomości i wolności. Mamy tu więc w istocie rzeczy do czynienia z procesem bardzo intensywnego rozwoju psychicznego, duchowego i osobowościowego. Bez takiego rozwoju nawet długa abstynencja byłaby jedynie okresem oczekiwania na kolejne nawroty picia. Gdyby więc praca alkoholika nad samym sobą ograniczała się tylko do zdemaskowania mechanizmów uzależnienia, to chory zdawałby sobie sprawę, że nie może już nigdy odzyskać kontroli nad piciem, ale nie nabyłby jeszcze przez to kompetencji potrzebnych do trzeźwego życia. Z drugiej strony, gdyby proces przemian dotyczył jedynie rozwoju psychospołecznego i duchowego, to uzależniony uczyłby się nowego stylu życia, ale nie posiadałby kompetencji w radzeniu sobie z mechanizmami choroby alkoholowej i one by go nadal zaskakiwały. Powiedzmy to raz jeszcze: proces trwałego zdrowienia jest więc uwarunkowany nie tylko likwidowaniem skutków, lecz także przyczyn nadużywania alkoholu i choroby alkoholowej.

Prawdopodobnie część osób uzależnionych poprzestaje na zdemaskowaniu mechanizmów choroby alkoholowej i na określonych zmianach zachowań wobec alkoholu, mając nadzieję, iż to wystarczy, by odzyskać trwałą trzeźwość. W tej sytuacji abstynencja jest motywowana głównie lękiem, a nierozwiązane problemy egzystencjalne powodują w dalszym ciągu duże napięcia emocjonalne. Alkoholik jest wtedy „suchy”, to znaczy, że jedynie powstrzymuje się od picia alkoholu, ale nie dokonują się w nim istotne przemiany, które są konieczne do wejścia na drogę trzeźwego życia. Zwykle pojawią się wtedy wpadki i kolejne nawroty picia. Trwały powrót do trzeźwości jest konsekwencją stałego i integralnego rozwoju, który umożliwia nowy i satysfakcjonujący styl życia. Tego typu rozwój przebiega oczywiście w sposób zindywidualizowany i według rytmu dostosowanego do sytuacji i możliwości danego chorego. Można jednak określić jego podstawowe aspekty i wymiary istotne we wszystkich przypadkach. Chodzi mianowicie o stopniowe odzyskiwanie wewnętrznej wolności, a także systemu wartości i autentycznych więzi międzyosobowych. Integralnym elementem takiego rozwoju jest ponadto uczciwy rozrachunek z bolesną przeszłością oraz rozwiązanie problemu krzywdy, winy i odpowiedzialności. Przypatrzmy się bliżej tym zagadnieniom.

Pierwszym — obok podjęcia abstynencji —warunkiem trwałego trzeźwienia jest odzyskanie wewnętrznej wolności wobec alkoholu. Paradoksalnie staje się to możliwe dopiero wtedy, gdy alkoholik przyzna się do samego siebie, że stał się bezradny wobec alkoholu i że utracił zdolność kontrolowanego picia. Jest jednak rzeczą nieprzypadkową, iż odzyskiwanie wolności łączy się tutaj z odkryciem prawdy o sobie i o własnej sytuacji wobec alkoholu. W każdej bowiem dziedzinie życia granice wolności danego człowieka zależą bezpośrednio od stopnia jego dostępu do prawdy o sobie i o sytuacji, w której się znajduje. Tymczasem człowiek uzależniony nieraz przez bardzo długi czas żyje w świecie iluzji i fikcji, ucieka od prawdy o sobie, traci zdolność kontaktu z obiektywną rzeczywistością, nie potrafi lub nie chce obserwować swego życia i wyciągać wniosków z popełnianych błędów. Dlatego właśnie uznanie prawdy o sobie staje się dla alkoholika drogą do wolności i do przemiany życia. Sprawia, że uzależniony odzyskuje zdolność trzeźwego widzenia własnej sytuacji, a przez to odkrywa, że alkohol najpierw obiecuje łatwe szczęście, a następnie oszukuje, uzależnia i zabija.

Odzyskanie przez uzależnionego wewnętrznej wolności wiąże się nie tylko z uznaniem prawdy o sobie, ale także ze stopniowym uczeniem się dojrzałej hierarchii wartości. Wolność ludzka to bowiem zdolność do właściwego poruszania się w świecie wartości. To zdolność podejmowania decyzji nie w oparciu o to, co łatwiejsze, lecz w oparciu o to, co wartościowsze. Dojrzałe i odpowiedzialne życie nie może opierać się na spontaniczności czy chwilowych nastrojach. Każdy człowiek, a tym bardziej ktoś uzależniony od alkoholu, przeżywa wewnętrzne rozdarcie, niepokój, niepewność zasad moralnych i podstawowych wartości. Jest mu nieraz trudno zrozumieć samego siebie, odróżnić dobro od zła oraz odkryć kryteria postępowania, które umożliwiłyby mu autentyczny rozwój i satysfakcjonujący styl życia. Wartości to właśnie owe obiektywne zasady i kryteria postępowania, które chronią człowieka przed ryzykiem błądzenia czy ulegania iluzjom. W sytuacji osoby uzależnionej mamy zwykle do czynienia ze znacznym, a czasem z niemal zupełnym kryzysem wartości oraz z utratą zdolności do adekwatnego wartościowania rzeczy i wydarzeń. W zaawansowanym stadium choroby dominującym kryterium postępowania staje się unikanie bólu i szukanie ulgi emocjonalnej dosłownie za wszelką cenę. W takiej sytuacji alkohol traktowany jest jako wartość nadrzędna, której chory potrafi podporządkować dosłownie wszystko: zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe, sumienie, rodzinę, pracę, majątek, pozycję społeczną. W trakcie trzeźwienia uzależniony zaczyna uwalniać się od dotychczasowego sposobu wartościowania. Nie oznacza to jednak automatycznego odzyskania adekwatnej struktury wartości. Wielu alkoholików z różnych powodów nie posiadało właściwej hierarchii wartości także przed popadnięciem w uzależnienie. Część ludzi uzależnionych dopiero w procesie trzeźwienia zaczyna po raz pierwszy w życiu odkrywać istnienie obiektywnych wartości oraz dojrzałych wzorców postępowania.

Wartości obejmują i normują wszystkie wymiary życia. Dotyczą sfery fizycznej, psychicznej, duchowej, religijnej, społecznej i materialnej. Stanowią one kryteria takiej postawy i takich decyzji w odniesieniu do wszystkich tych sfer, które umożliwiają człowiekowi integralny rozwój oraz realizację swego powołania. Podstawowe wartości odnoszące się do sfery cielesnej to sen i pokarm, praca i odpoczynek, zdrowy tryb życia, mieszkanie i nieodzowne dobra materialne. Wartości związane ze sferą psychiczną to dojrzała osobowość, równowaga emocjonalna, wysoki stopień samoświadomości, poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, zaufania, itp. Podstawowe wartości związane ze sferą duchową i religijną to miłość, prawda, odpowiedzialność, wolność, sprawiedliwość, uczciwość, wierność, wytrwałość. Odzyskanie – czy odkrycie po raz pierwszy tego typu wartości – umożliwia uwolnienie się z dokuczliwych stanów charakterystycznych dla człowieka uzależnionego. Chodzi tu zwłaszcza o poczucie bezradności, bezsensu życia, zagubienia, a także o chorobliwą nadkoncentrację na samym sobie, o szukanie szczęścia na drodze iluzorycznej, czyli nie opartej na faktach i rzeczywistych wartościach. Powracający do trzeźwości odkrywa coraz wyraźniej, iż jego głównym problemem był nie tyle alkohol, ile raczej nieumiejętność życia na miarę swych aspiracji i możliwości ze względu na brak adekwatnego systemu wartości. Zauważa, że teraz, gdy jest trzeźwy, jego życie stało się w pewnym sensie trudniejsze i bardziej wymagające oraz, że może wytrwać w trzeźwości i żyć odpowiedzialnie jedynie wtedy, gdy będzie kierował się rzeczywistymi wartościami. Jest to zadanie wyjątkowo trudne w sytuacji człowieka, który przez dłuższy okres naruszał elementarne zasady i wartości. W pierwszej fazie trzeźwienia może więc on wątpić w celowość i możliwość respektowania podstawowych norm moralnych i wartości duchowych, a nawet w samo ich istnienie. Bardzo jest wtedy pomocny kontakt z osobami czy środowiskami, które mogą stać się znakami i świadkami autentycznych wartości oraz dojrzałych kryteriów postępowania.

W tym kontekście jest rzeczą wyjątkowo ważną sposób, w jaki wartości są prezentowane i proponowane trzeźwiejącemu alkoholikowi. Wartości są rzeczywistością obiektywną, niezależną od ludzkiej decyzji, lecz mogą być prezentowane w sposób dojrzały lub błędny. Można je po prostu komuś oznajmiać i – nie zważając na jego aktualne możliwości oraz całokształt dotychczasowych doświadczeń – żądać ich akceptacji i respektowania. Apeluje się wtedy do wysiłku woli. Wartość przyjęta w ten sposób jest zwykle odczuwana subiektywnie jako coś zewnętrznego, narzuconego czy ograniczającego wewnętrzną autonomię. Nawet najbardziej oczywiste wartości mogą być wtedy postrzegane jako przymus, a nie jako źródło mądrości i radości. O wiele skuteczniejsze jest takie prezentowanie wartości, które sprawia, iż człowiek odkrywa je jako coś, czego szukał i potrzebował, a co do tej pory z różnych względów było poza jego zasięgiem. W takim kontekście przyjęcie wartości związane jest nie tyle z wysiłkiem woli, co z pragnieniem i fascynacją oraz z wewnętrznym przekonaniem, iż owe wartości odpowiadają jego istotnym oczekiwaniom oraz zaspakajają najgłębsze aspiracje i dążenia.

Odzyskanie wewnętrznej wolności oraz uczenie się dojrzałej filozofii życia w oparciu o odpowiedzialną hierarchię wartości prowadzi do odzyskania pogłębionych i dojrzałych więzi międzyludzkich. Poza kontekstem interpersonalnym człowiek może nawet przez dłuższy czas łudzić się co do swoich cech, kompetencji, co do stopnia wewnętrznej wolności czy co do wartości, którymi się rzeczywiście kieruje. Miarodajna weryfikacja w tym względzie jest możliwa jedynie w świetle kontaktu z drugim człowiekiem. Tymczasem także w dziedzinie więzi międzyosobowych sytuacja trzeźwiejącego alkoholika jest wyjątkowo trudna. Zwykle przez wiele lat doświadczał on swego rodzaju antywięzi, czyli więzi zaburzonych, czasem wręcz patologicznych. W czynnej fazie uzależnienia głównym partnerem jego życia był alkohol a środowisko, w którym czuł się najpewniej, było zredukowane do ludzi podobnie uzależnionych, jak on. W takim środowisku przeżywane więzi okazywały się chore i destrukcyjne dla wszystkich. Inne środowiska były natomiast traktowane w kategoriach wrogości, agresywności czy poczucia zagrożenia. Trwały powrót do trzeźwości musi w tej sytuacji zakładać odzyskanie – a w niektórych przypadkach zbudowanie po raz pierwszy – autentycznych więzi, które umożliwiają nową jakość życia oraz nową filozofię postępowania.

Więzi interpersonalne obejmują spotkanie z drugim człowiekiem i z Bogiem. W zasadniczy sposób określają też sposób przeżywania samego siebie. Budowanie czy odbudowanie autentycznych więzi dokonuje się zwykle jednocześnie, choć niekoniecznie z równą intensywnością, we wszystkich tych wymiarach. Jest to związane z faktem, że dany człowiek przeżywa postawę wobec siebie i wobec innych ludzi według podobnych zasad i kryteriów. Nie można, na przykład, odnosić się do samego siebie z przyjaźnią i szacunkiem, a jednocześnie w sposób wrogi i agresywny postępować wobec innych. Nie jest też możliwa pozytywna postawa wobec innych ludzi przy jednoczesnym odnoszeniu się do samego siebie z wrogością czy agresją. Ewentualne subiektywne przekonanie o możliwości innego odnoszenia się do siebie niż do innych ludzi, jest iluzją związaną z działaniem psychicznych mechanizmów obronnych, zwłaszcza projekcji.

W sytuacji człowieka uzależnionego, który powraca do życia trzeźwego, nie jest zwykle możliwe szybkie odzyskanie pozytywnych więzi z samym sobą. Wiąże się to z faktem, że początkom trzeźwienia towarzyszy silne poczucie winy, samopotępienia, niepokoju, bezradności, rozgoryczenia i pretensji do samego siebie. Często alkoholik nie wierzy już, że ktoś może go jeszcze kochać i szanować i że on sam ma jeszcze prawo, by być dla siebie przyjacielem. W takim kontekście przeżywanie pozytywnych więzi z Bogiem napotyka na podobne bariery. Jeśli uzależniony jest człowiekiem wierzącym, to w czynnym stadium choroby alkoholowej przeżywa on kontakt z Bogiem głównie w kategoriach lęku, zawstydzenia, niepokoju, ucieczki, a czasem w kategoriach pretensji wobec Boga oraz subiektywnego poczucia rozgoryczenia na skutek wypaczonego rozumienia Bożej miłości.

Odzyskanie autentycznych więzi zaczyna się w tej sytuacji najczęściej od nowego typu kontaktu z drugim człowiekiem czy z określonym środowiskiem ludzi. Dla wielu uzależnionych punktem przełomowym okazuje się spotkanie z konkretną osobą, która zamiast potępiać czy atakować chorego, zwróciła się do niego z kompetentną, życzliwą ofertą pomocy lub która stanowczo lecz przyjaźnie wyegzekwowała konsekwencje nadużywania alkoholu (np. pracodawca). Ze zrozumiałych względów jest bardzo trudno o zachowanie przyjaznej a jednocześnie stanowczej postawy wobec uzależnionego. Wymaga to kompetencji, cierpliwości, równowagi emocjonalnej, empatycznego rozumienia przeżyć i sytuacji chorego. Istotne jest tutaj stworzenie własną postawą warunków, by alkoholik mógł doświadczyć, że jest traktowany z szacunkiem, życzliwością oraz zaufaniem dostosowanym do jego aktualnego zachowania. Jeśli alkoholik doświadcza tego typu jakościowo nowych spotkań i kontaktów, to przezwycięża stopniowo swój dotychczasowy sposób traktowania ludzi i odnoszenia się do nich. Do tej pory bywał zwykle agresywny, oskarżał, miał pretensje. W postawie innych ludzi upatrywał źródło własnych nieszczęść, cierpień i porażek. Obecnie odkrywa stopniowo zaskakującą radość przyjaźni, zaufania, wzajemnej życzliwości i wsparcia. Trzeźwiejący doświadcza wprawdzie, że więzi z innymi nadal posiadają także wymiar ciężaru i powinności, ale to właśnie wierność temu ciężarowi staje się źródłem radości i satysfakcji, która nie jest osiągalna na innej drodze.

Nowe, pozytywne doświadczenia w kontaktach z ludźmi umożliwiają także nowy sposób kontaktowania się z Bogiem. Programu Anonimowych Alkoholików, który umożliwił powrót do trzeźwości wielu milionom ludzi na całym świecie, wyraża to w następujący sposób: „Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga.” ( Krok III). Trzeźwiejący alkoholik – zwykle dzięki ludzkiej mediacji – odkrywa ze zdumieniem, że jest nadal cenny w oczach Bożych, że odzyskuje więzi przyjaźni. W konsekwencji następuje stopniowe umacnianie wiary, nadziei i miłości. Tego typu przemiany i doświadczenia owocują odwagą przyjęcia prawdy (pobłądziłem, zgrzeszyłem i nie poradzę sobie bez Boga) oraz postawą zaufania (ufam, że z Bogiem mogę pozostać trzeźwy i że On jest moją mocą i mądrością). Stopniowo w coraz większym stopniu uzależnieni dążą „poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem (jakkolwiek Go pojmujemy), prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia” (Krok XI programu AA). Warto w tym kontekście wyjaśnić, iż dopowiedzenie, że chodzi o Boga „jakkolwiek Go pojmujemy”, ma na celu deklarację, iż program AA nie jest związany z jakąś jedną tylko formą religii czy wyznania. Dopowiedzenie to wynika także z faktu, że człowiek uzależniony w pierwszej fazie trzeźwienia rozumie Boga często w sposób powierzchowny, błędny a nawet karykaturalny. Potrzebuje więc czasu, by rozumieć Go w sposób coraz bardziej pogłębiony i prawdziwy. Wyrażenie „Bóg, jakkolwiek Go pojmujemy” nie oznacza natomiast, że może tu chodzić o kogoś lub o coś, co nie jest prawdziwym Bogiem. Wtedy bowiem program Dwunastu Kroków AA prowadziłby do uwalniania się z uzależnienia od alkoholu za cenę uzależniania się od jakiejś rzeczy, osoby lub grupy ludzi (por. Krok XI). Trzeźwiejący alkoholik powraca do Boga, od którego oddalił się w czynnej fazie choroby. W zaawansowanej fazie zdrowienia nie jest to zwykle powrót do stanu sprzed choroby, ale oznacza przeżywanie więzi z Bogiem w sposób o wiele bardziej osobisty i dojrzały niż przed pojawieniem się alkoholizmu.

Odzyskanie pozytywnych więzi z ludźmi i z Bogiem umożliwia alkoholikowi budowanie nowego rodzaju więzi z samym sobą. Umożliwia też traktowanie i przeżywanie samego siebie w nowy sposób. W życiu trzeźwiejącego dokonuje się proces pojednania z samym sobą. W jego sytuacji bywa to nieraz trudniejsze zadanie niż pojednanie się z drugim człowiekiem czy z Bogiem. Ktoś, kto wcześniej sobą gardził, nienawidził siebie i nie widział dla siebie nadziei na przyszłość, teraz uczy się przyjmować i przeżywać samego siebie w kategoriach przyjaźni, szacunku i troski o własny rozwój oraz o jakość swojego życia. Zaczyna godzić się z prawdą o sobie po to, by się przemieniać a nie po to, by się potępiać i uznawać za więźnia przeszłości. Stawia sobie twarde wymagania, ale jednocześnie staje się cierpliwym realistą. Odbudowuje zaufanie do siebie w miarę osiągania pozytywnych doświadczeń i staje się dla siebie samego partnerem cennym i ważnym we własnych oczach. Nie ma już potrzeby oszukiwania samego siebie z lęku przed bolesną prawdą, lecz odzyskuje wewnętrzną wolność i odwagę, by realistycznie widzieć własne możliwości i ograniczenia. Troszczy się o zdobycie potrzebnych kompetencji a także o jakość środowiska, w którym żyje i pracuje. Jest więc autentycznym przyjacielem samego siebie dokładnie według tych samych zasad i kryteriów, jakie weryfikują prawdziwą przyjaźń wobec innych ludzi.

Proces trzeźwienia wymaga ponadto odważnego podjęcia problemu krzywdy, winy i odpowiedzialności za własną przeszłość. Jest to zrozumiałe, gdy uświadomimy sobie, że choroba alkoholowa niesie ze sobą określoną sumę zła i krzywd wyrządzonych przez chorego sobie samemu i innym ludziom. Rozliczenie się z przeszłością to zagadnienie bardzo złożone i wielopłaszczyznowe. Łatwo tu o uproszczenia i jednostronność. Ci, którzy nie znają mechanizmów choroby alkoholowej, łatwo utożsamiają nadużywanie alkoholu i wszystkie tego konsekwencje z grzechem i winą moralną. Z drugiej strony istnieje ryzyko traktowania wszystkich zachowań alkoholika jedynie w kategoriach choroby, a więc z wyłączeniem wymiaru moralnego. Oba spojrzenia są nie tylko błędne, ale też niebezpieczne. W pierwszym przypadku chory może czuć się wprost przytłoczony ciężarem zarzucanych mu win, z których większości nie popełnił przecież w sposób świadomy i dobrowolny. Agresywne ataki i przesadne moralizowanie ze strony środowiska może doprowadzić u alkoholika do stanu samopotępienia, wstrętu wobec samego siebie albo do patologicznego poczucia winy. Jest też możliwa reakcja przeciwna. Może dojść do agresywnej obrony, izolowania się od środowiska czy negowania nawet rzeczywistych win. W tym drugim przypadku grozi złudzenie, iż skoro alkoholizm jest chorobą, to nie jest konieczny żaden rozrachunek moralny z przeszłością. Pozostałby wtedy nierozwiązany problem krzywdy, winy i zadośćuczynienia, co także blokuje powrót do trwałej trzeźwości. Warto więc podać kilka podstawowych zasad i wyjaśnień, które mogą chronić przed uproszczeniami czy jednostronnością spojrzeń w tej kwestii.

Należy, po pierwsze, odróżniać fakt naruszenia nakazów czy zakazów moralnych od kwestii indywidualnej odpowiedzialności moralnej. Normy moralne mają bowiem wartość uniwersalną, czyli dotyczą wszystkich ludzi. Odnosi się to także do normy: nie należy nadużywać alkoholu. Natomiast odpowiedzialność moralna za naruszenie tego typu norm jest zawsze kwestią indywidualnej odpowiedzialności. Zmienia się ona w zależności od stopnia świadomości i wolności danej osoby. Dla przykładu diametralnie inna będzie odpowiedzialność dorosłego i świadomego człowieka, który nadużywa alkoholu, od odpowiedzialności dziecka nakłanianego do picia przez uzależnionych rodziców. Każde nadużycie alkoholu jest zachowaniem destrukcyjnym i krzywdzącym, ale kwestia winy moralnej powinna być w każdym wypadku rozpatrywana indywidualnie, z uwzględnieniem specyficznego dla danej osoby zakresu wolności i świadomości.

Po drugie, choroba alkoholowa może w określonych wypadkach ograniczać lub nawet znosić odpowiedzialność moralną za dane czyny — na skutek ograniczenia lub całkowitego pozbawienia kogoś świadomości i/lub wolności – ale nie eliminuje przez to faktu, że człowiek nadużywający alkohol wyrządził konkretne krzywdy sobie i innym ludziom, za które zobowiązany jest zadośćuczynić, na ile jest to tylko możliwe. Należy więc odróżniać krzywdę od winy moralnej czy grzechu (grzech to uznanie winy moralnej wobec Boga). Trzeba też odróżniać zasadę ponoszenia naturalnych konsekwencji za własne zachowania od zagadnienia ewentualnej odpowiedzialności moralnej czy prawnej za wyrządzoną krzywdę. Choroba alkoholowa jest w każdym przypadku związana z określoną sumą krzywd wyrządzonych konkretnym ludziom, za które należy wynagrodzić niezależnie od stopnia winy i odpowiedzialności moralnej związanej z popełnionym złem.

Po trzecie, podjęcie rozrachunku z przeszłością jest jednym z koniecznych warunków, by odzyskać trwałą trzeźwość. Dojrzałe i uczciwe rozwiązanie tego problemu dokonuje się jednak stopniowo, gdyż wymaga od trzeźwiejącego odzyskania równowagi emocjonalnej i intelektualnej, a także odzyskania podstawowych więzi i wartości. Dopiero wtedy ma on szansę zrozumieć, że alkoholizm jest chorobą i jednocześnie uznać fakt, że ta choroba została poprzedzona nadużywaniem alkoholu, a to stawia problem winy i odpowiedzialności moralnej. Wtedy też może w dojrzały sposób uświadomić sobie, że choroba alkoholowa nie zwalnia od ponoszenia konsekwencji za określone czyny i wyrządzone zło. Również wtedy, gdy owo zło zostało dokonane przy ograniczonej czy wręcz zniesionej świadomości i wolności wewnętrznej. Krzywda pozostaje bowiem także wtedy krzywdą, a świadomość krzywd domaga się odważnego rozrachunku z przeszłością i zadośćuczynienia. Inaczej pozostanie ciągle otwartą i niepokojącą raną, zagrażającą trwałej trzeźwości. W praktyce rozrachunek z przeszłością oznacza uczciwe uznanie wyrządzonych krzywd i – na ile jest to tylko możliwe – ich naprawienie i zadośćuczynienie ludziom pokrzywdzonym. Oznacza też cierpliwą i konsekwentną postawę miłości i odpowiedzialności w obecnym życiu. Zło z przeszłości najpełniej bowiem zwycięża się czynieniem dobra w teraźniejszości.

Po czwarte, rozrachunek z przeszłością dokonuje się w kontekście kontaktów międzyosobowych, głównie w kręgu osób z najbliższej rodziny. Jeśli traktują one alkoholizm jako synonim grzechu i zła moralnego, to zwykle prowokują reakcję obronną chorego i tendencję do negowania wszelkiej odpowiedzialności za własne zachowania. Ponadto osobom z najbliższego otoczenia człowieka uzależnionego grozi pokusa potępiania i obwiniania go za wszelkie przeżywane problemy i trudności. Także za te, za które nie jest on w rzeczywistości odpowiedzialny. Błędne rozumienie odpowiedzialności moralnej alkoholika może więc w istotny sposób utrudnić mu dojrzały rozrachunek z przeszłością oraz adekwatne rozwiązanie problemu krzywdy, winy i odpowiedzialności. Natomiast życzliwa przyjaźń, delikatność i szacunek, cierpliwość i empatyczne wczuwanie się w położenie uzależnionego może w dużym stopniu ułatwić mu i przyspieszyć proces zadośćuczynienia, przebaczenia i pojednania. W każdym wypadku wymaga to jednak dłuższego czasu. Doświadczenie wielu uzależnionych potwierdza, że tego typu proces dokonuje się w dojrzały sposób na ogół nie wcześniej niż po kilku latach trzeźwości.

Wyżej opisane procesy, które warunkują powrót człowieka uzależnionego do trwałej trzeźwości, prowadzą stopniowo do zupełnej przemiany jego sposobów myślenia, wartościowania, przeżywania emocjonalnego, do nowego rodzaju kontaktu z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Umożliwiają też rozrachunek z dramatycznie nieraz trudną przeszłością oraz z ciężarem zła wyrządzonego innym i sobie samemu. Tego typu jakościowy rozwój nie może być oczywiście kwestią jednorazowego wysiłku. Jest procesem trwającym do końca życia i wymagającym nieustannej czujności i siły. Najtrudniejszy jest jednak niewątpliwie sam początek, bo wymaga nieraz heroicznego wysiłku, zwycięstwa nad samym sobą, nadziei wbrew nadziei a także uwierzenia, że nowe życie jest jeszcze w ogóle możliwe. Wtedy, gdy uzależniony zacznie doświadczać radości z nowego stylu życia według autentycznych wartości i więzi, to odkrywa potężne źródło siły oraz motywacji, by trwać w abstynencji i tak postępować, aby mieć satysfakcję z życia, które wydawało się już beznadziejne i przegrane. Podstawowym źródłem siły, potrzebnej do wytrwania, okazują się odzyskane więzi z określonymi osobami i grupami ludzi, a także przyjaźń z Bogiem i z samym sobą.

Jak zaznaczyliśmy wcześniej, pomoc najbliższego środowiska jest nieodzowna, by alkoholik zaczął w ogóle widzieć swój problem i by podjął próbę życia bez alkoholu. Wsparcie środowiska jest też zwykle nieodzowne a przynajmniej bardzo pomocne w zachowaniu trzeźwości. Trzeba jednak w sposób stanowczy stwierdzić, iż udzielanie tego typu pomocy wymaga nie tylko dobrej woli i osobistej dojrzałości, lecz także bardzo specyficznych i szczegółowych kompetencji, dokładnie tak jak przy udzielaniu pomocy np. diabetykowi czy człowiekowi ze stwardnieniem rozsianym. Tymczasem w naszym społeczeństwie jest jeszcze wiele osób i środowisk przekonanych, że wystarczy tu po prostu zdrowy rozsądek lub intuicja. W obliczu skomplikowanych mechanizmów choroby alkoholowej takie przekonanie jest mylne i niebezpieczne. Każdy więc, kto chce skutecznie i adekwatnie wspierać trzeźwiejącego, powinien najpierw zwrócić się do specjalisty lub przynajmniej sięgnąć po fachową literaturę, by precyzyjnie poznać i zrozumieć naturę choroby alkoholowej oraz właściwe strategie pomagania w poszczególnych fazach powrotu do trzeźwości.

Dopiero po uzyskaniu tego typu kompetencji dana osoba może adekwatnie pomagać, czyli być tak obecna w życiu chorego i tak wobec niego postępować, aby stwarzać mu szansę na optymalny rozwój. Jest to zresztą zasada odnosząca się do wszystkich sytuacji. Przyjazna a jednocześnie adekwatna pomoc to podstawowa forma miłości, która jest najskuteczniejszą metodą promocji człowieka i która wyraża się w takim sposobie postępowania i rozmawiania z danym człowiekiem, która jest dostosowana do jego niepowtarzalnej sytuacji oraz aktualnego zachowania. Optymalne warunki trwałej trzeźwości pojawiają się wtedy, gdy tego typu pomocy udziela uzależnionemu szerszy krąg osób z różnych środowisk oraz gdy czyni to w sposób długofalowy. Niewątpliwie jednak niektóre osoby i środowiska mają w tym względzie szczególne znaczenie. Największe możliwości posiada zwykle osoba, która stanowi najbardziej znaczącą postać w życiu trzeźwiejącego ze względu np. na więź emocjonalną czy na posiadany autorytet. Taką osobą jest często współmałżonek, ktoś z rodziców lub najważniejszy przyjaciel. Istniejące więzi z jednej strony ułatwiają pomaganie, gdyż stanowią potężne źródło motywacji dla obu stron, lecz z drugiej strony mogą stanowić czynnik utrudniający, gdyż łatwo wtedy o subiektywność patrzenia na sytuację chorego a także o zbytni pośpiech w dążeniu do udzielania mu pomocy.

Ponadto choroba alkoholowa dotyka także partnerów osoby uzależnionej, naruszając ich własną równowagę emocjonalną oraz powodując zwykle szereg bolesnych urazów zranień emocjonalnych.. W tej sytuacji adekwatne pomaganie trzeźwiejącemu wymaga nie tylko nabycia określonych informacji i kompetencji, ale także przezwyciężenia osobistych trudności, będących konsekwencją życia w bezpośredniej bliskości z osobą uzależnioną. Chodzi tu o cały zespół charakterystycznych zaburzeń, zwanych koalkoholizmem lub współuzależnieniem. Zagadnienie to zostanie omówione w oddzielnym rozdziale. Przezwyciężenie takich obciążeń wymaga zwykle pomocy specjalistycznej i czasami powinno przybrać postać terapii w sensie ścisłym. Warto jednak, by osoba współuzależniona podjęła tego typu wysiłek zarówno ze względu na dobro własne jak i na duże możliwości udzielenia skutecznej pomocy trzeźwiejącemu partnerowi. Rodzi się wtedy szansa na rzeczywiste i wzajemne rozumienie się oraz respektowanie aktualnych potrzeb i możliwości a także na dojrzałe analizowanie wspólnie przeżytej bolesnej historii, w której – patrząc z perspektywy czasu – obie strony mogą odkryć własne błędy i słabości.

Istotne znaczenie dla trwałej trzeźwości uzależnionego ma oczywiście całe środowisko rodzinne. Odzyskanie wewnętrznej wolności i hierarchii wartości, odpowiedzialności i więzi, rozwiązanie problemu krzywdy i winy dokonuje się bowiem i weryfikuje głównie w tym właśnie środowisku. Sytuacja optymalna jest więc wtedy, gdy wszystkie osoby z kręgu najbliższej rodziny zatroszczą się o adekwatne poznanie i rozumienie choroby alkoholowej, o odzyskanie własnej równowagi psychicznej oraz o takie zreorganizowanie życia rodzinnego, by przywrócić trzeźwiejącemu role i funkcje, do podjęcia których staje się on zdolny w miarę swojego rozwoju i trzeźwienia. Z tego właśnie względu nowoczesne ośrodki terapeutyczne przewidują w ramach programu terapii pomoc psychiczną i duchową dla wszystkich członków rodziny uzależnionego oraz uczą ich prawidłowych postaw i zachowań wobec pacjenta, gdy ten zakończy już terapię alkoholową.

Źródło: Ks. Marek Dziewiecki (red.), Nowe przesłanie nadziei, Warszawa 2000, s. 81-98


Tekst pochodzi z biblioteki serwisu opoka.org.pl


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: