Jak odmawiać alkoholu

4 listopada 2010


Pamiętam jak pod koniec terapii miałem poważny dylemat.  Mogę nawet się przyznać, że się bałem. To co w terapii poznałem o sobie samym nie napawało mnie zbyt przyjemnymi odczuciami. Przede wszystkim nie potrafiłem sobie zaufać. Był początek września, a ja, żeby uwolnić się od kłopotów, które sprowadzało na mnie picie alkoholu miałem otrzymywać abstynencję. Po pierwsze, niczego do tej pory w swoim życiu nie robiłem tak dokładnie i konsekwentnie, jak picie alkoholu. Po drugie, jak do tej pory, alkoholu nie odmawiałem. Nawet nie prosiłem, alkohol po prostu był i to było jego najlepsze miejsce.

Terapia wyglądała tak, że szedłem rano do ośrodka, wracałem do domu zmęczony około 18-19. Jakaś kolacja, czasem „praca domowa” i lulu. Teraz przychodził okres kiedy cały ten czas miałem umieć zagospodarować samemu. Nigdy tego nie robiłem. Zatrudniałem się na etacie, żeby ktoś mną sterował. Jak miałem własną firmę handlową, byłem wtedy bardzo zależny od dostawców i odbiorców. A jak usługową, to na zasadzie, że byłem zatrudniony właśnie dlatego, że założyłem działalność gospodarczą. I tak ktoś dysponował całym moim czasem, bo nie pracowało się tam 40 godz. tygodniowo. A ponad tym wszystkim stał mój zazdrosny pan i władca absolutny – alkohol. Rządził mną niepodzielnie, przez co nawalałem w tamtych wszystkich rodzajach zależności.

Teraz nagle miałem być taki samodzielny. Może i byłem wobec tego problemu sam, ale na pewno nie czułem się dzielny. Wprawdzie miałem zajęcia, na których ćwiczyliśmy odmawianie alkoholu. Ale co innego zabawa na terapii, co innego rozmowa z kompanami od flaszki, a co innego odmówienie samemu sobie. Potrafiłem idealnie odmówić wejścia na jezdnię pod pędzące samochody, czy przebiegania przed pociągami. Ale jeśli chodziło o alkohol nawet pomyśleć „nie” jakoś mi nie wychodziło.

Trochę wcześniej dałem się namówić na spotkanie z AA. Zacząłem chodzić codziennie.  Może nie każdego dnia, ale starałem się być jak najczęściej. Tylko naprawdę coś co wymuszałoby ode mnie bilokację mogło mnie odciągnąć. Starałem się też wszystko załatwić tak, by jednak mieć czas na mityng. I pewnie to mnie uratowało.

Okazje do wypicia ciągle mi towarzyszyły, ale przebywając z ludźmi, którzy potrafili sobie odmówić alkoholu sam nabierałem tej mocy. Nie potrafię tu użyć określenia umiejętności. Odmawianie alkoholu przez alkoholika to coś więcej niż talent. Jest jakimś rodzajem samozaprzeczenia. To wyklucza samo siebie. Stawałem się trzeźwym alkoholikiem.  Zaczynałem bardzo nielogiczny okres swojego życia. Trudno to zrozumieć ludziom, którzy nigdy nie byli uzależnieni, ale to coś jakby z przyrody usunąć wodę, a ona by miała dalej funkcjonować.

Na początku używałem alibi o leczeniu alkoholizmu. Nawet największe pijaki potrafiły zrozumieć, że nie piję bo się leczę. Oczywiście dla nich to był tylko stan przejściowy. Każde leczenie kiedyś się kończy. Potem zaczynałem mówić, że już nie chce pić. Byłem na tyle przekonujący, że dawano mi spokój – dopóki mi nie przejdzie. To był proces, który jednak w pewnym momencie zaowocował tym, że przestałem zauważać proponowanie alkoholu i moje odmowy. Stały się tak naturalne, ponieważ zaczęły stanowić prawdę o mnie.

W pewnych kwestiach muszę się przyznać do najlepszej postawy, do jakiej potrafiłem sięgnąć. Np. nie podnosiłem toastów zastępnikami. „Nie piję” było dla mnie postawą życiową, a nie tylko unikaniem alkoholu. Podobnie nie wchodziłem do knajp napić się koli. Abstynent to przecież nie jest idiota. Nie chodziłem już na imprezy, które były tylko pretekstem do sięgania po alkohol. Podczas spotkań, na których był alkohol, wychodziłem albo wtedy, gdy nie było już z kim pogadać, albo dlatego, że nie miałem obowiązku tkwić na nich w nieskończoność. Cały czas jednak dbałem o to by być wśród niepijących alkoholików. Do swojej terapki chodziłem jeszcze w drugim roku abstynencji, po terapii pogłębionej. Bywałem tam gdzie odbywały się większe spotkania otrzeźwieńców – zloty, warsztaty itp.

W końcu naprawdę przestałem zauważać alkohol. Przestał cokolwiek znaczyć w moim życiu. Albo zaczął nic nie znaczyć. Zostałem uwolniony, chociaż były czasy, że przez myśl by mi nie przeszło, że tak może być. Alkohol nie jest mi już do niczego potrzebny. Nawet monitor potrafię wyczyścić bez alkoholu. Kiedyś myślałem, że trzeba zaorać całe miasto i zbudować je od nowa, bez sklepów z alkoholem, bym miał szansę. Dziś znam moc słowa „nie” i wiem, że to dar pochodzący od Boga, który kiedyś objawił mi się w okolicznościach mojego upadku na alkoholowe dno i poprzez ludzi, którzy wtedy się wokół mnie znaleźli. Przecież to nie ja ich zaprosiłem do swojego życia, tylko oni mnie.

Reklamy

One Response to “Jak odmawiać alkoholu”

  1. Marcin Says:

    Dziekuje za wpis. Skorzystam ;)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: