Obejrzałem „Pod mocnym aniołem”

18 stycznia 2014


Oglądałem wczoraj film “Pod mocnym aniołem”. Mam mieszane wrażenia. Alkoholizm jest pokazany jako coś bardzo dramatycznego. Spotkałem się kiedyś z takim zdaniem: słyszałem od ludzi, że pili wszystko oprócz smoły więc uznałem, że ze mną nie jest tak źle. Mówili to ludzie, którym trudno było przyznać, że mają problem z alkoholem.

Film pokazuje faktycznie dość ostry stan uzależnienia. Nieliniowe życie, nie wiadomo czy jest zima czy lato, czy jest teraz, wczoraj czy jutro. Halucynacje, wyobraźnia, nie rozróżnianie jawy od snu. Zatrata w piciu do zagrożenia życia i przypadkowy ratunek przez ludzi, którzy akurat się napatoczyli. Kompletny brak szacunku do siebie objawiający się pogardą wobec wszystkich i wszystkiego. Bohater, gdy wydaje się być w lepszym stanie ducha, wypowiada kompletne idiotyzmy, które są przyjmowane jak jakieś niesamowitości. To akurat wskazuje na pustkę słuchaczy i ten rodzaj przyzwolenia na picie dający poczucie robienia czegoś niezwykłego. A przecież mamy do czynienia z degeneracją umysłową. Jest i obrzydliwy seks. Kał, rzygi i płynący mocz po nogach.  Świat zawężony do kilku punktów, w których realizuje się całe, rzeczywiste, życie pijaka, knajpa, sklep, dom, kibel i odwyk.

Generalnie wszystko jest w tym filmie obrzydliwe. Dlatego raczej nie jest to film edukujący o alkoholizmie, ale skierowany do dość wąskiej grupy widzów, mających to za sobą. Widzowie, którzy nie znają alkoholizmu tak głębokiego raczej nie zrozumieją w czym rzecz. I raczej nie można go traktować jako film ostrzegawczy. Na mnie zadziałał obudzająco. Obudził pewne wspomnienia, sytuacje, a przede wszystkim to poczucie oblepienia brudem, jakie mi towarzyszyło w ostatnich latach picia. Popracowałem nad sobą sporo i solidnie, dlatego mną te wspomnienia nie wstrząsnęły, a podejrzewam, że ludzie, którzy nie mają odpowiedniego dystansu do siebie (odpowiedniego nastawienia duchowego, jak nazywa to mądrość AA), mogą znaleźć się w bardzo niekomfortowej sytuacji. Będą więc opowiadać wszystko o tym filmie oprócz tego, że ujawnia jakim syfem jest pijaństwo. Będą koloryzować i uciekać od świadomości, że pozostają w niewoli choroby alkoholowej, choć wiele lat nie piją. Będą i tacy, którzy stwierdzą, że ich obawy co do własnego picia są nieuzasadnione.

Mam mieszane wrażenia więc nie wiem, czy polecać ten film, czy nie polecać.

Reklamy

One Response to “Obejrzałem „Pod mocnym aniołem””

  1. ela_102 Says:

    Mocne! bardzo mocne… jednak nie wiele w tym odnalazłam z aury mojego dzieciństwa, czy własnego picia. Raczej trochę. Przyznam, że pokazany alkoholizm to ten który pijąc widziałam jako dno, do którego mi bardzo daleko ale od początku. Wyobraźnia. Podczas czytania książki z 8 miesięczną abstynencją wyobrażałam sobie picie autora jako skrajnie atrakcyjne. Samotny, wolny, nie kontrolowany przez nikogo, inteligentny alkoholik, czyniący wszystko to czego tylko zapragnie. Kiwający siedmiokrotnie (chyba) terapeutów. Odwyk traktujący z premedytacją jako miejsce do przerw w piciu, na pozbieranie się w celu dalszego picia. Udowodnienie sobie, że jest lepszy, inny e.t.c. Mocarz! Dopiero Miłość do kobiety, tak przynajmniej twierdzi powoduje, że świat widzi piękniejszy. Przestaje pić.
    Nie wiem na ile to iluzja, a na ile prawda, ale to fakt, który sam podaje.
    Film ten moment świetnie oddaje. Jako dowód jego przemiany, udostępnia kolory. Piękne bzy stojące w kolorowym flakonie w gabinecie terapeutycznym w którym miejsce strasznego z potworną do tej pory aparycją terapeuty, zajmuje miejsce ciepła kolorowa uśmiechnięta postać tego samego człowieka. I choć on sam powtarza po raz kolejny zdanie „tym razem będzie inaczej”, czujemy, że tak właśnie będzie. Tradycyjnie z odwyku wraca taksówką, tradycyjnie wysiada w tym samym miejscu, tylko tym razem nie biegnie do baru „pod mocnym aniołem”,a staje na rozdrożu trzech ulic i rozgląda się dostrzegając inność świata. Przypadek „beznadziejny”.
    I właśnie książką jawiła mi się w taki sposób. Z bagna alkoholizmu, jego brudu wyłoniły się kolory, nadzieja na normalność, i miłość.
    Film to przede wszystkim „syf”. Obrzydliwe sceny. Pomieszanie jawy ze snem. Delirki, karuzela chlania. Historie kilku innych osób spisane przez autora. Znał je, bo pisał prace za pensjonariuszy. W samej terapii nie uczestniczył… bełkotał swoje filozofie w niczym nie przystające do jego położenia. Podczas ostatniej terapii otworzył się… i nie pije. Ludzie z kina wychodzili w totalnym przygnębieniu i tylko raz lub dwa na sali pojawił się gromki śmiech. Myślę, że młodzi ludzie nabrali przekonania, że taki alkoholizm ich nie dotknie. W moim własnym odbiorze utożsamiłam się tylko z kilkoma sytuacjami z historii wspominanych w filmie osób. Patrzyłam raczej na to jako na osobisty niewyobrażalny dramat samego Jerzego Pilcha.
    Napisałam już na Fb, że widziałam wiele filmów o tej tematyce i wiele, o wiele lepszych.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: